Budząc zmarłych powraca! Czego możemy się spodziewać?
Po raz pierwszy naprawdę skupiliśmy się na trzech głównych postaciach – czyli na mnie, Wilu Johnsonie i Trevorze Eve. Nie zajmujemy się życiem prywatnym postaci – nadal niewiele o nim wiadomo, nie widzimy ich domów ani nic takiego – ale to, co spotkało każde z nas w przeszłości ma znaczenie. Dokładniej badamy też relację w naszej grupie.
Ten serial to już właściwie telewizyjna instytucja, prawda?
A ja mam wrażenie, jakbyśmy ledwie zaczęli. Wciąż mam poczucie, że to coś świeżego – w tej serii mamy nowe postaci, jest też wielu gości specjalnych, nie popadamy więc w rutynę. I nawet sami nie wiemy, czemu ci wszyscy świetni ludzie do nas przychodzą!
Miałem o to spytać: David Walliams, Nicola Stephenson, Ayesha Dharker, Toby Stephens, Paul Freeman... Nie denerwuje pani to, że co chwila ktoś się pojawia w serialu, chyba tylko po to, by skorzystać na jego sławie i dopisać sobie rolę w Budząc zmarłych do życiorysu?
[śmiech] A na dodatek to właśnie oni dostają najciekawsze historie, łobuzy jedne! Poważnie mówiąc: bardzo mi się to podoba, bo – choć uwielbiamy razem pracować – bardzo nas wszystkich cieszy, kiedy pojawia się ktoś nowy, z nowymi pomysłami.
Na rynku jest wiele seriali sensacyjnych. Czemu właśnie Budząc zmarłych jest tak popularny?
Ludzie uwielbiają jego jakość – serial dobrze wygląda, my zaś naprawdę ciężko pracujemy by był jak najlepszy. Wiele zależy od Trevora, który jest perfekcjonistą, a na scenariusze rzuca się jak terier na kość. Ja też taka jestem, ale przez niego stałam się jeszcze gorsza! Trevor jest też producentem, doskonale zna więc skrypty, dlatego też są one naprawdę świetne. Poza tym w większości scen z Trevorem improwizujemy. Staramy się, żeby to brzmiało po ludzku: chcemy mówić normalnym językiem, nie "telewizyjno-policyjnym". W wielu programach postaci posługują się okropnymi komunałami.
Podobno Trevor Eve pada często na planie ofiarą żartów – czemu?
Nie on jeden! Wszystko przez to, że ja jestem fanką Liverpoolu, a on kibicuje Chelsea. Oczywiście ekipa staje po mojej stronie, żeby go wkurzyć.
Grana przez panią postać, Grace, to policyjny psycholog. Czy dzięki pracy nad serialem nauczyła się pani czegoś o tym zawodzie?
Czy się nauczyłam…? Własny gabinet mogłabym otworzyć! Gdy w telewizji pojawia się psycholog, mówiący o cechach jakiegoś poszukiwanego przestępcy, mówię sobie “O, tak. Jasne, tak właśnie” – wiele zbrodni dokonywanych jest według jakiegoś schematu.
…a w kiosku albo na proszonej kolacji patrzy pani na ludzi i myśli "ale psychopata!”?
Tak się zabawnie składa, że niedawno jedliśmy z przyjaciółmi kolację. Jedno z nas miało problem i, jak to w gronie przyjaciół, wszyscy się nad nim zastanawialiśmy. I nagle usłyszałam swój własny głos: "Gdybym była Grace…" – a wszyscy na to: "No właśnie, co powiedziałaby Grace?"
I ostatnie pytanie: w swej karierze dwukrotnie grała pani żonę Ricky'ego Tomlinsona. Jak to jest – całować się z nim?
O to powinniście zapytać jego prawdziwą żonę! Całowanie się z nim było boskie – bo to naprawdę boski człowiek! I zjadł miętówkę, zanim zabraliśmy się do rzeczy.